Od zawsze chciałem podróżować i odwiedzać piękne miejsca. Okropnie mnie to fascynuje. Niektóre jednak wspaniałe zakątki są niestety bardzo odległe. Nie wszędzie można się dostać samochodem, autokarem czy pociągiem i rowerem. Do wielu miejsc należy najpierw dolecieć samolotem.
I tu pojawiał się zgrzyt. Powód, odkąd pamiętam – zawsze ten sam: strach i niechęć do latania.
Jednak swoje granice należy przełamywać, aby spełniać swoje marzenia, prawda ?


W ten sposób się w końcu odważyłem.
Lotniskowy tłum, strach przed zgubieniem bagażu, stresowe obawy o przejście przez bramki i prześwietlaniem bagażu, wejście na pokład, dźwięk silników, start i wznoszenie się samolotu, turbulencje, widok w oczach dwóch wierzy World Trade Center, lądowanie i zetknięcie kół samolotu z pasem lądowym, wszyscy klaszczą w podziękowaniu dla pilota – co było jeszcze bardziej stresujące…

Widzicie ten bieg wydarzeń ? W moim wyobrażeniu też to zawsze tak wyglądało! Dlatego się bałem.
Jak się później okazało wszystkie wcześniejsze obawy zostały rozwiane.

Tak naprawdę cała procedura począwszy od zamówienia biletu okazała się banalnie prosta. Internetowa witryna linii lotniczych przeprowadziła mnie dokładnie krok po kroku. Po wypełnieniu tych kilku pól i podaniu danych z karty bankowej, wystarczyło jedynie wydrukować bilet, który należało mieć przy sobie na lotnisku. Przejście przez bramki było proste i szybkie. Nie musiałem też zdejmować w tamtym miejscu butów, co słyszałem w opowieściach, choć ponoć się to zdarza. Jedynie pasek ze spodni – z powodu metalowej klamry.
Parę minut czekałem na odprawę, po drodze trzy razy musiałem pokazać swój bilet. Po zajęciu miejsca w samolocie, rozsiadłem się wygodnie i czekałem na odlot ;)

Z zaciekawieniem obserwowałem jak mój samolot pomału kołuje na pas startowy, a gdy już na nim się znalazł – jego prędkość gwałtownie wzrosła. Ten moment zapamiętam na zawsze! :) Jako, że uwielbiam szybkie samochody i przyspieszenie, to te dwie sytuacje można ze sobą dobrze porównać. Cudowne uczucie, że olbrzymia maszyna potrafi w krótkim momencie rozwinąć tak dużą prędkość.
Wygląda na to, że doświadczony pilot doskonale zna się na swojej pracy, ponieważ wzbicie w powietrze nastąpiło niewiarygodnie płynnie, prawie nie zauważalnie. Można to było zauważyć jedynie po naszym lekkim pochyleniu w fotelach. Cały lot przebiegł niesamowicie „zwyczajnie” i.. szybko. Moja pierwsza w życiu podróż miała trwać 1,5 godziny, a trwała tylko nieco ponad godzinę. Co było praktycznie niezauważalne. Mimo, że lecieliśmy pod wiatr. Ani się nie spostrzegłem, a pilot, ogłosił że zbliżamy się do miejsca lądowania. W międzyczasie stewardessy przeprowadziły przez pokład wózek z jedzeniem oraz piciem. Pani obok otrzymała wodę do butelki, w porze karmienia swojego niemowlęcia. Ponadto na czas lotu zapowiadane były burze, więc spodziewałem się dodatkowych atrakcji, Pogoda jednak dopisała i obyło się bez jakichkolwiek niespodzianek w postaci turbulencji itp. Również zetknięcie z ziemią nie wzbudziło we mnie jakichkolwiek niechętnych emocji. Pilot podszedł do zadania bardzo profesjonalnie. Wszyscy współpasażerowie okazali się rozsądnymi ludźmi, więc nie musiałem przeżywać „wiejskich” oklasków w podziękowaniu dla Pana Pilota.
Czas lotu w powietrzu umilała mi rozmowa z pasażerką siedzącą obok i imponujące widoki za oknem.
A pierwszą myślą po wyjściu z samolotu było: „ja chcę spowrotem” lub „ja chcę jeszcze raz!” :)

Teraz czuję, że cały świat czeka na mnie z otwartymi ramionami :)

I pewny jestem jednego, że tym samym zakończyłem swoją erę wielogodzinnych, całonocnych podróży autokarowych z kraju do kraju. To bez sensu! Strata tylu godzin, energii oraz pieniędzy!
Samolot polecam teraz każdemu!

PS. jeszcze jedną ciekawostką którą zapamiętałem, było parkowanie samolotu tyłem po wylądowaniu. Nie wiem jak inne loty, ale nasz kolos parkował tyłem – imponujące! :)